images_1herb

         Zespół Placówek Szkolno-Wychowawczych w Iławie

MENU
STRUKTURA ZESPOŁU
Internat
Dla nauczycieli
Dla rodziców
Ciekawe i przydatne
KSIĘGA GOŚCI

JANUSZ KORCZAK - NASZ PATRON


RYS BIOGRAFICZNY

Janusz Korczak (nazwisko rodowe: Henryk Goldszmit) urodził się 22 lipca 1878 roku w Warszawie w inteligenckiej rodzinie pochodzenia żydowskiego. Lata dzieciństwa były okresem życia w atmosferze miłości i ciepła rodzinnego.

 

Długotrwała choroba ojca , jego okresowe pobyty w zakładzie dla psychicznie chorych

 w Tworkach, a wreszcie jego śmierć w katastroficzny sposób wpłynęły na byt materialny rodziny Korczaka. Henryk przejął ciężar utrzymania rodziny na siebie. Zamieszkał w małym mieszkanku bez służby i wszelkich wygód, odtąd lata młodzieńcze upływały mu na ciężkiej pracy i trosce o najbliższych.

 

 

 Korczak jako student medycyny od 1898 roku wiele czasu poświęcał na pracę społeczną w Czytelniach Bezpłatnych Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Zajmował się szczególnie dziećmi, wprowadzając je w świat książki, dyskutując z nimi. Zdradzał zadziwiający dar nawiązywania kontaktów, był bardzo lubiany. Uczył na tajnych kompletach polskiej historii, geografii, literatury i języka ojczystego.

 

 W 1900 roku rozpoczął pracę w tygodniku humorystyczno – satyrycznym

„Kolce” gdzie zamieszczał felietony o problematyce społecznej wydane jako „Koszałki – Opałki” oraz powieści o wykolejeńcach życiowych pod tytułem „Lokaj ”.Pisał artykuły, felietony, szkice do takich czasopism jak: „ Głos”, „Przegląd Pedagogiczny”, „ Społeczeństwo”, „ Wędrowiec”, „Przegląd Społeczny”, „ Krytyka Lekarska”, „ Przegląd Pediatryczny”,

„ Medycyna”, „ Kronika Lekarska”. Janusz Korczak używał oprócz przyjętego już pseudonimu jeszcze inne kryptonimy utworzone z własnego imienia: HEN, HEN – RYK, HG. U schyłku życia starzy słuchacze radia znali go jako STAREGO DOKTORA.

 

  Od 1903 roku pracował w dziecięcym szpitalu Bersonów i Baumanów w Warszawie, jako jedyny miejscowy lekarz. Był lekarzem ludzi bogatych i ubogich, nigdy nie odmawiał choremu lub potrzebującemu pomocy.

 

 Podczas wojny rosyjsko- japońskiej w 1904 roku Korczak został wcielony do garnizonu rosyjskiego jako lekarz. Nawet w sytuacji działań wojennych zastanawiał się nad możliwością pomocy dzieciom.

 

 Do pracy w szpitalu wrócił 1905 roku. Podczas rewolucji 1905- 1907 opatrywał rannych w Warszawie. Później został na jakiś czas uwięziony w cytadeli, gdzie spotkał L. Krzywickiego.

  Dla pogłębienia wiedzy medycznej wyjechał za granicę, gdzie zwiedzał przy okazji sierocińce, zakłady poprawcze, poznał istotę i różne formy pracy charytatywnej.

 

 W 1908 zaczął działać w Towarzystwie „ Pomoc dla sierot” jako członek zarządu.

W 1912 roku z inicjatywy zamożnej inteligencji wybudowano Dom Sierot, którego dyrektorem został Korczak. Była to jego przełomowa decyzja w życiu, rzucił szpital, ale „Panem doktorem” został na zawsze.

 

  Mając 33 lata Korczak kierował Domem Sierot mieszkając w małym pokoiku na poddaszu. Pierwsza Wojna Światowa oderwała go na 4 lata od Domu Sierot, mimo to jako lekarz frontowy czas wolny poświęcał kontynuacji prac na temat wychowania i opieki nad sierotami.

  Po powrocie do kraju Korczak podejmuje ze wzmożoną energią wielostronną działalność w Domu Sierot, który przetrwał wojnę dzięki pracy Stefanii Wilczyńskiej. Wraz z Marią Falską zakłada w Pruszkowie sierociniec pod nazwą „ Nasz Dom”. Wspólnie z Falską opracowali systemy i metody wychowawcze, które wdrażali w praktyce. Wkrótce placówki te stały się wzorcowymi placówkami opieki całkowitej.

 

  Korczak odsłonił zupełnie nowe możliwości oddziaływania wychowawczego na pojedyncze dziecko i na całą zbiorowość. W kręgu jego zainteresowań znajdowały się niemal wszystkie instytucje wychowawcze: rodzina, szkoła, wczasy dziecięce, praca dziecięca, nawet sądownictwo dla nieletnich.

 

 Korczak prowadził od 1939 roku rozległą działalność społeczno – dydaktyczną. Był wykładowcą w Instytucie Pedagogiki Specjalnej, wygłaszał prelekcje na kursach dla nauczycieli i wychowawców, rozmawiał z rodzicami na spotkaniach w Towarzystwie Higienicznym w Warszawie. Był rzeczoznawcą w sprawach dla nieletnich w Sadzie Okręgowym. Opiekował się zakładem wychowawczym w Spole koło Warszawy.

 

 Zginął w 1942 roku w obozie zagłady w Treblince wraz z 200 swymi wychowankami i personelem pedagogicznym Domu Sierot.

 

 Janusz Korczak był człowiekiem skromnym. Mówił o sobie, że wypełnia tylko obowiązki na tyle, na ile go stać. Był nie tylko skromny, ale i wielki, bo służył wielkiej
idei: dobru dziecka. A prawd, które głosił - nie zdradził w godzinie śmierci, tak jak nie zdradził dzieci, które ukochał.

20 reguł wychowania dzieci - Janusz Korczak

 

1. Nie psuj mnie. Dobrze wiem, że nie powinienem mieć tego wszystkiego, czego się domagam. To tylko próba z mojej strony.

2. Nie bój się stanowczości. Właśnie tego potrzebuję - poczucia bezpieczeństwa.

3. Nie bagatelizuj moich złych nawyków. Tylko Ty możesz mi pomóc zwalczyć zło, póki jest to jeszcze w ogóle możliwe.

4. Nie rób ze mnie większego dziecka, niż jestem. To sprawia, że przyjmuję postawę głupio dorosłą.

5. Nie zwracaj mi uwagi przy innych ludziach, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. O wiele bardziej przejmuję się tym, co mówisz, jeśli rozmawiamy w cztery oczy.

6. Nie chroń mnie przed konsekwencjami. czasami dobrze jest nauczyć się rzeczy bolesnych
 i nieprzyjemnych.

7. Nie wmawiaj mi, że błędy, które popełniam, są grzechem. To zagraża mojemu poczuciu wartości.

8. Nie przejmuj się za bardzo, gdy mówię, że Cię nienawidzę. To nie Ty jesteś moim wrogiem, lecz Twoja miażdżąca przewaga!

9. Nie zwracaj zbytniej uwagi na moje drobne dolegliwości. Czasami wykorzystuję je, by przyciągnąć Twoją uwagę.

10. Nie zrzędź. W przeciwnym razie muszę się przed Tobą bronić i robię się głuchy.

11. Nie dawaj mi obietnic bez pokrycia. Czuję się przeraźliwie tłamszony, kiedy nic, z tego wszystkiego nie wychodzi.

12. Nie zapominaj, że jeszcze trudno mi jest precyzyjnie wyrazić myśli. To dla tego nie zawsze się rozumiemy.

13. Nie sprawdzaj z uporem maniaka mojej uczciwości. Zbyt łatwo strach zmusza mnie do kłamstwa.

14. Nie bądź niekonsekwentny. To mnie ogłupia i wtedy tracę całą moją wiarę w Ciebie.

15. Nie odtrącaj mnie, gdy dręczę Cię pytaniami. Może się wkrótce okazać, że zamiast prosić Cię
o wyjaśnienie, poszukam ich gdzie indziej.

16. Nie wmawiaj mi, że moje lęki są głupie. One po prostu są.

17. Nie rób z siebie nieskazitelnego ideału. Prawda na Twój temat byłaby w przyszłości nie do zniesienia. Nie wyobrażaj sobie, iż przepraszając mnie stracisz autorytet. Za uczciwą grę umiem podziękować miłością, o jakiej nawet ci się nie śniło.

18. Nie zapominaj, że uwielbiam wszelkiego rodzaju eksperymenty. To po prostu mój sposób na życie, więc przymknij na to oczy.

19. Nie bądź ślepy i przyznaj, że ja też rosnę. Wiem, jak trudno dotrzymać mi kroku w tym galopie, ale zrób, co możesz, żeby nam się to udało.

20. Nie bój się miłości. Nigdy.
MYŚLI JANUSZA KORCZAKA
Myśli

Janusz Korczak


 

 

    Nie ma dzieci - są ludzie, ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć. Pamiętaj, że my ich nie znamy.

     

    Dziecko narzuca się naszej uwadze, gdy przeszkadza i mąci; te tylko momenty dostrzegamy i pamiętamy. Nie widzimy, gdy spokojne, poważne i skupione.

     

    Lekceważymy święte chwile jego rozmowy z sobą, światem, Bogiem. Dziecko, kryć zmuszone tęsknoty i porywy przed drwiną i szorstką uwagą, ukrywa chęć porozumienia, nie wyzna decyzji poprawy. Kryje posłusznie przenikliwe spojrzenia, zdziwienia, niepokoje, żale - gniew i bunt. Chcemy, by skakało i klaskało w ręce, więc ukazuje uśmiechniętą twarz trefnisia.

     

    Widzimy dzieci w burzliwych przejawach radości i smutku, gdy się różnią od nas. Nie dostrzegamy pogodnych nastrojów, cichych zadumań, głębokich wzruszeń, bolesnych zdziwień, jątrzących podejrzeń i upokarzających wątpliwości, w których są do nas podobne. "Prawdziwym jest nie tylko dziecko skaczące na jednej nodze, ale i roztrząsające tajemnice przedziwnej bajki życia".

     

    Jeśli umiecie diagnozować radość dziecka i jej natężenie, musicie dostrzec, że najwyższa jest radość pokonanej trudności, osiągniętego celu, odkrytej tajemnicy - radość triumfu i szczęście samodzielności, opanowania, władania.

     

    Czyżeśmy aż tak bezkrytyczni, że jako życzliwość markujemy pieszczoty, którymi nękamy dzieci? Czyż nie rozumiemy, że tuląc dziecko my właśnie tulimy się do niego; w jego uścisku kryjemy się bezradni, szukamy osłony i ucieczki w godzinach bezdomnego bólu, bezpańskiego opuszczenia; obarczamy ciężarem naszych cierpień i tęsknot.

     

    Ból dziecka boleśnie uraża ból rodziców. Cierpienie rodziców niebacznie uderza w ból dziecka. Jeśli starcie jest tak silne, o ile byłoby silniejsze, gdyby dziecko - wbrew naszej woli - samo w samotnym wysiłku nie przygotowało się z wolna, że nie jesteśmy wszechmocni, wszechwiedzący i doskonali.

     

    Doświadczenie paru niestosownych pytań, nieudanych żartów, zdradzonych tajemnic, niebacznych zwierzeń uczy dziecko odnosić się do dorosłych, jak do oswojonych, ale dzikich zwierząt, których nigdy nie można być pewnym.

     

    Poetą jest człowiek, który się bardzo weseli i bardzo się martwi, łatwo się gniewa i mocno kocha - który silnie czuje, wzrusza się i współczuje; i takie są dzieci. A filozofem jest człowiek, który się bardzo zastanawia i chce koniecznie wiedzieć, jak wszystko jest naprawdę; i znów  takie są dzieci. Dzieciom trudno powiedzieć, co czują i o czym myślą, bo trzeba mówić wyrazami. A jeszcze trudniej pisać. Ale dzieci są poetami i filozofami.

     

    To jeden z najzłośliwszych błędów sądzić, że pedagogika jest nauką o dziecku, a nie o - człowieku.

     

    Jeśli teren dogmatyczny sprzyja wychowaniu dziecka biernego, teren ideowy nadaje się pod zasiew dzieci czynnych. Sądzę, że wiele bolesnych niespodzianek tu ma swe źródło. Jednemu dają Dziesięcioro Przykazań wyrytych na kamieniu, gdy ono chce je wypalić własnym ogniem we własnej piersi; drugie niewolą do poszukiwania prawd, które muszą gotowe otrzymać. Nie widzieć tego - można, gdy zbliżą się do dziecka z "Ja z ciebie zrobię człowieka", a nie z badawczym "Czym być możesz, człowiecze?".

     

    Społeczeństwo dało małego dzikusa, byś go ociosał, ułożył, uczynił łatwo strawnym - i czeka. Czeka państwo, Kościół, przyszły chlebodawca. ŻĄdają, czekają, czuwają. Państwo żąda państwowego patriotyzmu, Kościół - kościelnej wiary, pracodawca - uczciwości, a wszyscy - przeciętności i pokory. Zbyt mocne złamie, ciche sponiewiera, przewrotne niekiedy przekupi, biednemu zawsze drogę zagrodzi. Kto? Nikt - życie.

     

    W teorii wychowania zapominamy, że winniśmy uczyć dziecko nie tylko cenić prawdę, ale i rozpoznawać kłamstwo; nie tylko kochać, ale i nienawidzieć; nie tylko szanować, ale i pogardzać; nie tylko godzić się, ale i oburzać; nie tylko ulegać, ale i buntować się. Często spotykamy ludzi dojrzałych, którzy się oburzają, gdy wystarcza zlekceważyć, pogardzają, gdzie należy współczuć. Bo w dziedzinie negatywnych uczuć jesteśmy samoukami; bo ucząc abecadła życia, uczą nas tylko paru liter, a pozostałe ukrywają.

    A zresztą czy nie dlatego tak kochasz te swoje prawe, ofiarme, łagodne, iż wiesz, jak im źle będzie? A zresztą czy umiłowanie prawdy może się obejść bez znajomości dróg, którymi chadza fałsz? Czy wówczas, dojrzawszy pierwsze twoje kłamstwo, nie przestanie od razu wierzyć we wszystkie twe prawdy? Zresztą gdy życie wymaga pazurów, czy mamy prawo uzbrajać je li tylko w rumieniec wstydu i ciche westchnienie? Obowiązkiem twym wychować ludzi, nie owieczki, pracowników, nie kaznodziei - zdrowie fizyczne i moralne. A zdrowie nie jest ani tkliwe, ani ofiarne.

    Pragnę, aby mnie o niemoralność skarżyła obłuda.

    Całe wychowanie współczesne pragnie, by dziecko było wygodne. Konsekwentnie, krok za krokiem dąży, aby uśpić, stłumić, zniszczyć wszystko, co jest wolą i wolnością dziecka, hartem jego ducha, siłą jego zadań i zamierzeń. Grzeczne, posłuszne, dobre, wygodne, a bez myśli o tym, że będzie bezwolne wewnętrznie i niedołężne życiowo.

     

    Sięgam po najwyższe wtajemniczenie, najtrudniejszą iluminację. Dla wykroczeń i uchybień wystarczy cierpliwa, życzliwa wyrozumiałość. Występnym potrzebna jest miłość i gniewny bunt sprawiedliwych. Trzeba odczuć żal ku łatwej cnocie, sprzymierzyć się z samotnym, wyklętym występkiem. Kiedy, jeśli nie teraz, otrzyma kwiat uśmiechu?

     

    Im mizerniejszy poziom duchowy, bezbarwniejsze moralne oblicze, większa troska o spokój i wygodę, tym więcej nakazów i zakazów, dyktowanych pozorną troską o dobro dzieci.

     

    Szpital pokazał mi, jak godnie, dojrzale i rozumnie umie umierać dziecko.

    Jeżeli jestem szarą pokorą wobec Ciebie, Panie, To w prośbie mej stoję przed Tobą jako płomienne żądanie. Jeśli szepcę cicho, to prośbę tę wygłaszam głosem nieugiętej woli. Wzrokiem nakazu strzelam ponad chmury. Wyprostowany żądam, bo już nie dla siebie.

     

      Daj dzieciom dobrą dolę,
      Daj wysiłkom ich pomoc,
      Ich trudom błogosławieństwo.
      Nie najłatwiejszą prowadź ich drogą, ale najpiękniejszą.
      A jako prośby mej zadatek
      Przyjm jedyny mój klejnot - smutek.
      Smutek i pracę.


    Wśród milionów ludzi urodziłaś jeszcze jedno. Co? Źdźbło, pyłek, nic. Takie to kruche, że zabić je może bakteria, która tysiąc razy powiększona jest dopiero punktem w polu widzenia. Ale to nic jest bratem z krwi i kości fali morskiej, wichru, słońca, Drogi Mlecznej. Ten pyłek jest bratem kłosu, trawy, dębu, palmy, pisklęcia, lwiątka, źrebaka, szczenięcia. Jest w nim, co czuje, bada, cierpi, pragnie, raduje się, kocha, ufa, nienawidzi, wierzy, wątpi, przygarnia i odtrąca. Ten pyłek ogarnia myślą wszystko - gwiazdy i oceany, góry i przepaście. A czym jest treść duszy, jeśli nie wszechświatem? Jeno bez wymiaru. Oto sprzeczność w istocie człowieczej, powstałej z prochu, w której Bóg zamieszkał.

     

    Ktoś napisał gdzieś złośliwie, że świat jest kropelką błota zawieszonego w bezkresie, a człowiek jest zwierzęciem, które zrobiło karierę. Może być i tak. Ale dopełnienie: ta kropla błota zna cierpienie, umie kochać i płakać i pełna jest tęsknoty. A kariera człowieka, jeśli zważył sumiennie, wątpliwa, bardzo wątpliwa.

     

    Nuda - głód ducha. Tęsknota - pragnienie, pragnienie wody i lotu, wolności i człowieka - powiernika, spowiednika, doradcy - rady, spowiedzi, życzliwego ucha dla mojej skargi. Duch tęskni w ciasnej klatce ciała. Ludzie czują i rozważają śmierć pod kątem końca, a jest ona tylko dalszym ciągiem życia, innym życiem. Jeśli nie wierzysz w duszę, musisz przecież uznać, że ciało twoje żyć będzie jako trawa zielona, jako obłok. jesteś przecież wodą i prochem.

     

    Naiwnie obawiamy się śmierci, nieświadomi, że życie jest korowodem zamierających i na nowo zrodzonych momentów. Rok - tylko próba zrozumienia wieczności na powszedni użytek. Chwila trwa tyle, ile śmiech lub westchnienie. Matka pragnie wychować dziecko. Nie doczeka. Wraz inna kobieta innego żegna i wita człowieka.

    Ludzie boją się śmierci, bo nie umieją cenić życia. Ludzie boją się śmierci, bo nie wiedzą, że tak przepyszne zjawisko jak życie może trwać tylko krótko. Inaczej utraci swoją wartość i znuży.

     

    Opanowane tajemnice kreślimy jako obiektywne formuły matematyczne. Inne, wobec których stajemy bezradnie, płoszą nas i gniewają. Pożar, powódź, grad są katastrofą, ale tylko w ocenie szkód, które przynoszą. Więc organizujemy straż ogniową, budujemy tamy, asekurujemy, bronimy. Do wiosen i jesieni przystosowaliśmy się. Z człowiekiem walczymy bezskutecznie, bo nie znając go, nie umiemy zharmonizować z nim życia.

     

    Nie będzie frazesem, gdy powiem, że każdy człowiek, i somatycznie i duchowo, jest wszechświatem. I kto by umiejętnie kierował tylko samym sobą, ten też spełniłby swe zadanie. Żyjemy pospiesznie, niedbale, powierzchownie, prostacko. Szacunku dla bieżącej godziny, dla dnia dzisiejszego. Jak będzie umiało jutro, gdy nie dajemy żyć dziś świadomym, odpowiedzialnym życiem? Nie deptać, nie poniewierać, nie oddawać w niewolę jutra, nie gasić, nie spieszyć, nie pędzić. Szacunku dla każdej z osobna chwili, bo umrze i nic się nie powtórzy. A zawsze na serio. Skaleczona - krwawić będzie, zamordowana - płoszyć upiorem złych wspomnień.

     

    Bądź sobą - szukaj własnej drogi. Poznaj siebie, zanim zechcesz dzieci poznać. Zdaj sobie sprawę z tego, do czego sam jesteś zdolny, zanim dzieciom poczniesz wykreślać zakres ich praw i obowiązków. Ze wszystkich sam jesteś dzieckiem, które musisz poznać, wychować i wykształcić przede wszystkim.

     

    Dogmatem może być Ziemia, Kościół, Ojczyzna, cnota i grzech, może być nauka, praca społeczna i polityczna, majątek, walka, zarówno Bóg, jak bohater, jak bożek, jak kukła. Nie w co, ale jak wierzysz.

     

    Są stany bólu duchowego, gdy człowiek obniża się, inne - gdy tęsknota pogłębia i wzmacnia. Nie nazywajmy złymi przeżyć trudnych.

    Własne cierpienie przetopić na wiedzę dla siebie i radość dla innych. Zagubić się dla swoich ambicji. Niepowodzenia bolą wówczas więcej, ale nie znieprawiają. Nie łatwe i miłe życie, a rzetelne w drobnych codziennych pracach.

     

    Nie pracujesz dla Ojczyzny, społeczeństwa, przyszłości, jeśli nie pracujesz ku

    wzbogaceniu własnej duszy. Tylko biorąc można dawać, tylko rosnąc własnym duchem można wzrostowi współdziałac.

     

    Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, abym ja działał i kochał. Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka.

     

    Zbyt kocham moje szaleństwa, by nie przerażała mnie myśl, że ktoś - wbrew woli - próbował będzie mnie leczyć.

    Ma człowiek obowiązki wobec własnego ducha, własnej myśli, bo to jest jego warsztat pracy.

     

    Znów nie wystarcza życie, więc marzenie jest ucieczką od niego. Brak materiału do

    myślenia, zjawia się jego forma poetycka. W marzenia spływają uczucia, które nie znajdują ujścia. Marzenie jest programem życia.



    Myśli Janusza Korczaka wybrała Hanna Kirchner
    (Państwowy Instytut Wydawniczy, 1987)
[ Cookies - info ]Oprogramowanie CMS: DragoN-NogarD © ( www: http://nogard.pl )